Zubr z bliska
Tomasz Szulc
Desant morski był elementem sztuki wojennej wysoko cenionym przez radzieckie najwyższe dowództwo. Ostatecznie była to jedyna forma działań radzieckiej marynarki wojennej w latach II wojny światowej, która przyniosła w miarę pozytywne rezultaty. Aby ta - ewidentnie zaczepna - forma działań nie stała w jawnej sprzeczności z głoszoną oficjalnie doktryną działań wyłącznie obronnych, stworzono karkołomną koncepcję „kontrdesantu", która miała polegać na wysadzeniu własnego desantu na tyłach desantu nieprzyjaciela, który w ten sposób atakował terytorium ZSRR(!) Dzięki temu liczne ćwiczenia operacji desantowych mogły odbywać się „oficjalnie" i nie wywoływać zgrzytów w machinie propagandowej.
Marynarka radziecka nigdy nie miała jednak dość sit, aby planować strategiczną operację desantową w rodzaju desantu w Normandii w 1944 r., czy nawet pod Inchon (Korea Płd.) w 1950 r. Nawet do operacji na znacznie mniejszą skalę potrzebne byłyby śmigłowcowce, zdolne do wysłania drogą powietrzną pierwszej fali desantu; okręty-doki, dowożące w pobliże brzegu barki i kutry desantowe oraz rozbudowane siły wsparcia i zabezpieczenia.
Zamiast tego Rosjanie koncentrowali się na koncepcji desantu taktycznego - na stosunkowo niewielką skalę i w takiej odległości od linii frontu, żeby mogły go wspierać samoloty bazowania lądowego. Cele desantu miały znajdować się głównie na brzegach mórz zamkniętych - Bałtyku, Morza Czarnego i Japońskiego - mogły na nich działać jednostki o nieco mniejszej dzielności morskiej, niż te, które miałyby operować na akwenach oceanicznych.
Wszystkie te specyficzne uwarunkowania sprzyjały powstawaniu w ZSRR nietypowych jednostek desantowych - były wśród nich ekranoplany (patrz NTW 6/92) i pełnomorskie poduszkowce desantowe (NTW 4-6/2001). Największymi i najnowocześniejszymi z poduszkowców desantowych byty jednostki projektu 1232.2 Żubr. Wyprodukowano ich w latach 1988-92 trzynaście (kompletny prototyp pływał od początku 1986 r.), a cztery następne planowano ukończyć w latach następnych, co uniemożliwił jednak rozpad ZSRR. Podobnie jak w przypadku znacznej części dużych radzieckich okrętów nawodnych, także jeśli chodzi o Żubry istotną część kooperacji produkcyjnej gwarantowały firmy ukraińskie, które nie tylko znalazły się za granicą, ale i zaliczono je do grupy mało wiarygodnych dla Rosji z przyczyn politycznych. Tego rodzaju nieracjonalne oceny doprowadziły do przerwania realizacji nie tylko tego, ale także wielu innych perspektywicznych programów rozwoju sprzętu bojowego, które mogły stać się przynajmniej źródłem niemałych dochodów z eksportu (najbardziej znaną ofiarą politycznych sporów jest nowoczesny samolot transportowy An-70). W przypadku Żubrów znalazł się nawet odbiorca zagraniczny - Grecja, który wymusił u schyłku lat 90. ubiegłego wieku wznowienie kooperacji. Udało się Grecji sprzedać cztery jednostki, ale dostawy kolejnych stoją pod znakiem zapytania z racji piętrzących się trudności z realizacją ich budowy.
W marynarce rosyjskiej nadal służy kilka Żubrów - głównie we Flocie Bałtyckiej, kilka może być przywróconych do służby relatywnie niewielkim kosztem. Są więc one nadal istotnym składnikiem tej części floty rosyjskiej, która pozostaje we względnie wysokiej gotowości bojowej (być może nieco przesadzone oceny mówią o zadowalającej sprawności ok. 100 jednostek - to „nędzne" kilka procent stanu sprzed 15 lat). Niezależnie od tego, w rosyjskich źródłach nie pojawiły się dotąd bogate w ilustracje reportaże z ich pokładów, co może jedynie dziwić, gdyż jednostki wystawiają dobre świadectwo konstruktorom i stoczniowcom. Przyjrzyjmy się, jak wygląda Żubr z bliska, korzystając z okazji jaką stworzyła prezentacja małego okrętu desantowego MDK-770 Jewgienij Koczeszkow tego typu podczas salonu morskiego IMDS-2003, który odbył się w czerwcu 2003 r. w Sankt Petersburgu.
Konstrukcja jednostki łączy w sobie rozwiązania typowe dla budownictwa okrętowego i lotniczego (np. tłoczone, żebrowane panele poszycia ze stopu AMG-61 o wymiarach 8x2 m oraz płaski, wypornościowy kadłub podzielony podłużnymi i poprzecznymi grodziami wodoszczelnymi). Konstruktorzy bazowali niewątpliwie na doświadczeniach z budowy i eksploatacji poduszkowców starszych projektów, w szczególności proj. 1209 i 12321. Nie była to jednak zwykła kompilacja stosowanych wcześniej rozwiązań, ale ich dalsza ewolucja. Zastosowano np. otunelowane śmigła, ale w konfiguracji ciągnącej, podczas gdy wszystkie starsze poduszkowce napędzane otunelowanymi śmigłami miały układ pchający. Konstrukcja przedniej rampy ładunkowej nie wymaga dzielenia elastycznego fartucha wokół kadłuba, co znacznie zwiększyło trwałość tego ostatniego. Zdecydowano się na stworzenie niewielkiej, ale dość wysokiej i wąskiej nadbudówki w centralnej części kadłuba. Jednostka nabrała przez to niecodziennych i nieco futurystycznych kształtów, okazała się jednak bardzo funkcjonalna. Nie sprawdziło się jedynie zainstalowanie na Żubrze radiolokatora obserwacji okrężnej dozoru ogólnego MR-352 Pozitiw, który uznawano wtedy za optymalny dla jednostek średniej wyporności (otrzymały go m.in. korwety proj. 1241, 133.1 i wiele większych jednostek). Okazało się jednak, że źle znosi on intensywne drgania kadłuba, a na dodatek jest silnie zakłócany przez wirujące śmigła.
Na kolejnych jednostkach w miejsce Pozitiwa zainstalowano radiolokator MR-123, który jednak tylko w ograniczonym stopniu nadaje się do okrężnej obserwacji i wykrywania celów powietrznych - jest typowym radarem kierowania ogniem (co ciekawe, prototyp Żubra nie miał tego radaru - naprowadzanie działek na cel odbywało się tylko za pomocą celownika optycznego). Uzupełnia go mniejszy radiolokator nawigacyjny MR-244-3 Ekran. Na aparaturę walki elektronicznej składają się urządzenia Zwiezdoczka i MP-411 Sliabing.
Mimo specyficznej konstrukcji kadłuba, zapewniono funkcjonalność przedziału desantowego, w którym mieści się 10 transporterów kołowych BTR-70/80, 8 gąsienicowych BMP lub trzy czołgi podstawowe T-80. Ładownia ma układ przelotowy, ale rampy rufowej używa się podobno sporadycznie (pierwotnie przewidywano jej użycie do załadunku pojazdów z typowych nabrzeży portowych, ale bywa to praktykowane wyjątkowo rzadko). Podobnie rzadko bywa przewożony desant piechoty w ładowni głównej, choć jest ona wentylowana i ogrzewana. Żubry są stosowane przede wszystkim do przewożenia pojazdów bojowych, gdyż możliwości innych poduszkowców w tym zakresie są mocno ograniczone. Pomieszczenia dla 140 żołnierzy desantu są rozmieszczone wzdłuż burt i urządzone w sposób spartański - nie przewiduje się przebywania załadowanej jednostki w morzu przez czas dłuższy niż doba. Wzdłuż burt rozmieszczono także pomieszczenia załogi, które są - jak na radzieckie normy - wyjątkowo przestronne i komfortowo wyposażone. Zadbano też o to, aby były rozmieszczone w przedniej części okrętu, gdzie hałas jest najmniej uciążliwy. Niezależnie od tego hałas w większości pomieszczeń jest tak dokuczliwy, że załoga powinna pracować w ochronnych słuchawkach lub hełmofonach. Co ciekawe, komunikacja między pokładem ładunkowym i nadbudówką, gdzie znajduje się większość stanowisk pracy załogi jest możliwa jedynie za pośrednictwem składanej drabinki w centralnej części ładowni. Gdy jednostka porusza się z dużą prędkością, marynarzom nie wolno także wychodzić na pokład (poza jego niewielką częścią przed nadbudówką i odkrytymi skrzydłami pomostu). Wyposażenie pomostu bojowego i innych stanowisk na Żubrze jest typowe dla radzieckich jednostek z końca lat 80. ubiegłego wieku. Jest funkcjonalne, ale nie szokuje nowoczesnością. W jego skład wchodzi żyrokompas GKU-2, kompas magnetyczny KM-60M2, wskaźnik logu dopplerowskiego RDL-3AP-100, radio-kompas Rumb. Aparatura łączności składa się z radiostacji R-622, R-697 i R-855UM. Najbardziej bodaj odbiega od średniej światowej urządzenie kabiny nawigacyjnej (choć może być w niej zainstalowany odbiornik systemu nawigacji satelitarnej), co można tłumaczyć przewidywanym działaniem jednostki w składzie większych zespołów i na niezbyt oddalonych akwenach. Poduszkowiec nie ma oczywiście centrum informacji bojowej, co nie może dziwić, jeśli uwzględnić funkcje i możliwości jednostki, oraz jej niewielką - 25 osobową załogę. W praktyce funkcjonowanie okrętu jest kontrolowane z pomostu bojowego oraz centralnego stanowiska sterowania siłownią. Za kontrolę systemów i precyzyjną nawigację odpowiada system F/ora-32, a urządzenia nawigacyjne integruje system Gorizont-25.
Istnieje pewna niejasność w kwestii napędu głównego. Stanowi go pięć turbin DP-71, tworzących trzy zespoły napędowe M-35-1 dla otunelowanych śmigieł oraz dwa M-35-2 dla czterech turbosprężarek NO-10, wytwarzających poduszkę powietrzną. Otóż źródła rosyjskie konsekwentnie podają, że moc każdej z turbin wynosi 7360 kW/10 000 KM, podczas gdy ich producent, ukraińskie PO Zorja, podaje moc 6700 kW/9110 KM. Niezależnie od tego maksymalna prędkość jednostki wynosi ponad 60 w., a podróżna - 55 w. Nie zostało także jednoznacznie określone zanurzenie jednostki podczas żeglugi w trybie „wypornościowym", czyli bez użycia poduszki powietrznej. Różne rosyjskie źródła podają wartości 2,0; 2,7; a nawet 4 m.
Uzbrojenie Żubrów jest podobne do klasycznych radzieckich okrętów desantowych o podobnej ładowności - składa się z dwóch sześciolufowych działek rotacyjnych AK-630M, dwóch poczwórnych wyrzutni rakiet przeciwlotniczych Igła i dwóch wyrzutni rakiet niekierowanych MS-227 Ogon. Działka są przeznaczone, przede wszystkim, do zwalczania niskolecących samolotów, śmigłowców oraz poddźwiękowych rakiet przeciwokrętowych i są uznawane powszechnie za w pełni skuteczne. Mogą też służyć do rażenia małych celów morskich i lądowych. Magazyny amunicji, podobnie jak pomost bojowy, są osłonięte dodatkowym pancerzem z utwardzonego stopu aluminium. Najciekawsze są jednak wyrzutnie rakiet niekierowanych. Każda ma 22 rurowe prowadnice kał. 140 mm, ale podobieństwo do lądowych wyrzutni BM-14 jest pozorne. MS-227 są przeznaczone do odpalania specjalnych pocisków OF-45 i ZŻS-45. Przenoszą one głowice o rekordowo dużej masie 5,65 kg (odłamkowo-burząca) i 4,8 kg (zapalająca), ale ich niewielkie silniki prochowe zapewniają zasięg tylko do 4,5 km. Jest on optymalny dla zwalczania obiektów obrony wybrzeża bezpośrednio w pasie wysadzania desantu (cele na większej głębokości mogą być zwalczane przez siły wsparcia). Wyrzutnie do przeładowania są opuszczane pod pokład - do komór amunicyjnych ze stelażami i prostymi mechanizmami, ułatwiającymi ręczne przeładowywanie. Więcej informacji na temat rozwoju i szczegółów konstrukcji poduszkowców proj. 1232.2 można znaleźć w NTW 6/2001.
Okręty są wykonane bardzo starannie, niemal elegancko, na pewno powyżej średniego standardu wykonania okrętów radzieckich budowanych w latach 80. ubiegłego wieku. Okazały się również niespodziewanie trwałe i niezawodne. Pierwotnie żywotność szacowano na osiem lat, tymczasem ich obecna średnia wieku jest dwukrotnie większa i to mimo rezygnacji z przeprowadzenia ich średniego remontu stoczniowego. Na dodatek, przeprowadzona ostatnio, kompleksowa kontrola stanu technicznego eksploatowanych jednostek wykazała podobno ich zupełnie dobry stan techniczny, co dało asumpt dla planów dalszego ich intensywnego wykorzystania. Jak dotąd utracono tylko jednego Żubra - ukraińska marynarka straciła poduszkowiec Donieck wskutek katastrofy, wywołanej błędami załogi.
Interesujące są pierwsze wnioski wynikające z eksploatacji Żubrów przez marynarkę grecką. Używa ona obecnie czterech jednostek, pierwsza weszła do służby w styczniu 2001 r. HS Kefallinia (L-180, ex rosyjski MDK-104), później HS Wia/a (L-181, ex Iwan Bohun), HS Zakynthos (L-182) oraz HS Kerkyra (ex Horliwka, ex MDK-123). Tylko dwa pierwsze przejęto bez kłopotów, pozostałe dwa dostawcy musieli poddać zaleconym przez odbiorcę poprawkom. W wyniku doświadczeń, zebranych podczas pierwszych lat eksploatacji, zakwestionowano w zasadzie jedno rozwiązanie - zastosowanie turbinowych elektrogeneratorów z turbinami gazowymi GTD-110. Mają być one zastąpione generatorami, zasilanymi przez lekkie silniki wysokoprężne. Grecy skarżą się także na niewystarczającą wentylację ładowni i wysoką temperaturę w pomieszczeniach jednostki, czemu nietrudno się dziwić -'najwyraźniej nie przewidywano ich eksploatacji w ciepłym klimacie śródziemnomorskim i zamiast klimatyzacji zainstalowano tylko ogrzewanie. Kłopoty sprawiają także nawigacyjne radary, zainstalowane w miejsce MR-244. Podobno piąta jednostka - informacje te nie są potwierdzone - jest obecnie budowana w stoczni Ałmaz w Petersburgu, a rozważane miałoby być także zamówienie szóstego poduszkowca.
Ogólna ocena Żubrów nie jest jednak jednoznaczna. Są to niewątpliwie bardzo udane konstrukcyjnie i technologicznie, niezawodne i funkcjonalne jednostki. Dyskusyjna pozostaje ich skuteczność bojowa w przypadku realnego konfliktu. Szansę dostarczenia przez nie desantu na brzeg są znacznie większe, niż w przypadku klasycznego okrętu desantowego, który może zbliżyć się do brzegu na odległość zależną od konfiguracji dna i zakresu rozbudowy inżynieryjnej obrony wybrzeża. Koszty budowy i eksploatacji takiej jednostki są jednak znacznie wyższe niż klasycznego, wypornościowego okrętu desantowego. Trudno sobie raczej wyobrazić ich masową produkcję i zastąpienie przez nie dziesiątków okrętów, niezbędnych do przerzutu jednej brygady piechoty morskiej ze sprzętem wsparcia i zaopatrzeniem. Poduszkowce wymagają dla stałego bazowania specjalnych nabrzeży, niezbyt kosztownych, ale istotnie różnych od klasycznych i nieprzydatnych dla innych jednostek pływających. Ze względu na śmigłowy napęd niemożliwe jest praktycznie zredukowanie echa radiolokacyjnego jednostki, a informacje na temat odporności na uszkodzenia, czyli żywotności jednostki są trudne do weryfikacji.