
Rakiety okrętowe Nowatora
TOMASZ SZULC
Eksperymenty z odpalaniem rakiet z pokładu okrętów podwodnych zapoczątkował w 1834 r. rosyjski inżynier Karl Szilder - jego okręt z napędem ręcznym uzbrojony był, oprócz wytykowej miny, także w cztery wyrzutnie niekierowanych rakiet, stabilizowanych długimi tyczkami. Bardziej konsekwentnie eksperymentowali w tej dziedzinie niemieccy inżynierowie od początku lat 40. XX wieku, a po zakończeniu II wojny światowej zagadnieniem zainteresowały się marynarki wojenne ZSRR i USA. Prymitywna konstrukcja pierwszych rakiet bojowych umożliwiała ich odpalanie jedynie z wynurzonego okrętu, a ich niewielki zasięg czynił całe przedsięwzięcie wielce ryzykownym. Z tego powodu Amerykanie skoncentrowali uwagę na rakietach balistycznych odpalanych spod wody, podczas gdy w ZSRR przyjęto na uzbrojenie także pociski skrzydlate, w połowie lat 60. przystosowane do odpalania spod wody. Były to głównie pociski przeciwokrętowe, choć ich pierwowzorem był pocisk P-5, służący do atakowania celów naziemnych. Do przenoszenia takich pocisków budowano specjalne okręty, podobnie jak do przenoszenia pocisków balistycznych. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych do idei użycia pocisków skrzydlatych przez okręty podwodr ne wrócono dopiero w latach 70., ale na jakościowo nowym poziomie. Opracowano 'mianowicie pociski manewrujące (SLCM), nadające się do odpalania ze standardowych wyrzutni torpedowych kalibru 533 mm. W ten sposób nosicielem pocisków mógł stać się w zasadzie każdy okręt podwodny, po przeprowadzeniu stosownej modernizacji wyrzutni i systemu kierowania ogniem. Amerykańskie Tomahawki miały z dużą precyzją atakować ładunkami jądrowymi punktowe cele naziemne, ale było oczywiste, że można je przystosować także do rażenia innych celów.
Admiralicja radziecka, bardzo wrażliwa na nowinki zza oceanu, uderzyła na alarm. Wiele wskazywało na to, że Amerykanie nie dość, że i tak dominują na morzach, to w krótkim czasie i niewielkim kosztem zrównają potencjał zaczepny swych okrętów podwodnych z WMF ZSRR, która, nie bez słuszności, uważała się za lidera w zakresie okrętowych pocisków skrzydlatych.
Opracowaniem odpowiednika amerykańskich lotniczych pocisków manewrujących zajęła się firma MKB Raduga, która jednak nie miała dużego doświadczenia w zakresie konstruowania uzbrojenia okrętowego. Dlatego zadanie skonstruowania skrzydlatego pocisku wystrzeliwanego spod wody nakazano decyzją Prezydium Rady Ministrów ZSRR z dnia 19 czerwca 1975 r. OKB Nowator, „specjalizujące się" w trudnych zadaniach w branży rakietowej. Na jego korzyść przemawiał także fakt wcześniejszego opracowania dla floty kilku typów rakietotorped. do zwalczania okrętów podwodnych. Nie zdecydowano się na rozpisanie formalnego konkursu między Nowatorem a Raduga, ale powstający w tej ostatniej firmie pocisk Ch-55 „przypadkowo" miał średnicę 530 mm i mógł być przystosowany do odpalania z wyrzutni torpedowych w przypadku niepowodzenia konstrukcji Nowatora."
Rakietotorpedy
Firma ze Swierdłowska (dawniej i obecnie Jekaterinburg) poradziła sobie z nowym zadaniem, podobnie jak wielokrotnie w przeszłości. Opytnoje Konstruktorskoje Biuro Nowator powstało jako OKB-8 w 1947 r. - zajmowało się początkowo problematyką artyleryjską, a jego pierwszy pocisk rakietowy, opracowany dla mobilnego kompleksu OPL wojsk lądowych Krug - 3M8 był nietypowy - miał silniki startowe napędzane paliwem stałym i marszowy silnik strumieniowy na paliwo ciekłe. Firma zajmowała się także hipersonicznymi rakietami obrony przeciwrakietowej - 5Ja26 dla kompleksu S-225 i 53T6 dla A-135.
Gdy Rada Ministrów wydała 13 października 1960 r. decyzję nr 111-463 „Dopracowaniu nowych wzorów uzbrojenia do zwalczania okrętów podwodnych", zadanie opracowania rakietotorped odpalanych spod wody powierzono zespołowi inżynierów artyleryjskiego OKB-9 Uralmaszzawoda ze Swierdłowska, kierowanemu przez F. Piętrowa i N. Kostrulina. Także i w tym przypadku impulsem rozpoczynającym prace konstrukcyjne były informacje, że podobne bronie powstają na Zachodzie. W USA był to pocisk RAT, przyjęty na uzbrojenie w 1958 r. Royal Navy używała rakietotorped Ikara, we Francji zaś testowano pocisk Malafon (wszystkie dla okrętów nawodnych). Najnowszymi konstrukcjami były amerykańskie rakietotor-pedy Subroc i Asroc, opracowywane od 1957 r. (odpowiednio dla okrętów podwodnych i nawodnych). Na „obraz i podobieństwo" Subroca powstawał radziecki pocisk kał. 650 mm, który jednak w miejsce atomowej bomby głębinowej miał przenosić samonaprowadzającą się małogabarytową torpedę kalibru 400 mm. Pierwsze jego beznapędowe testy przeprowadzono w październiku 1962 r. na Morzu Czarnym z zanurzalnego stanowiska doświadczalnego W-1, stosowanego wcześniej do prób rakiet balistycznych kompleksu D-4 (jako PSD-4). Testy rakiet D-93W z eksperymentalnym silnikiem marszowym prowadzono w 1963 r., a na kolejny rok zaplanowano testy według docelowego profilu lotu już z okrętu podwodnego S-65 - doświadczalnej jednostki proj. 613RW z dwiema wyrzutniami 650 mm, opracowanymi przez leningradzkie SKB-143, zamontowanymi w specjalnej nadbudówce w przedzie kadłuba. Okręt otrzymał też m.in. urządzenia kierowania strzelaniem Wjuga K-613RW, aparaturę przedstartowego przygotowania inercyjnego systemu kierowania rakiet APP-1. Ze względu na opóźnienia w pracach nad rakietami w pełnym ukompletowaniu (typ D-93S) testy wstrzymano w 1964 r. 20 lipca tego samego roku prace nad pociskiem przekazano OKB-8 swierdłowskiej fabryki maszyn im. Kalinina. Na stanowisko głównego konstruktora wyznaczono L. Liuliewa, a z czasem do OKB-8 przeszedł i N. Kostrulin. Nowy główny konstruktor zdecydował się skoncentrować swą uwagę na pilniejszym zagadnieniu - opracowaniu rakietotorpedy kalibru 533 mm przenoszącej jądrową bombę głębinową - miała to być według zamierzeń główna broń atomowych wielozadaniowych okrętów podwodnych II generacji. Testy pocisku kał. 650 mm wprawdzie kontynuowano (odpalono kilkanaście rakiet doświadczalnych), ale nigdy ich nie ukończono. Stopień komplikacji konstrukcji był znaczący - trzeba było m.in. opracować system bezpiecznego i niezawodnego oddzielania torpedy od rakiety jeszcze przed wpadnięciem tej ostatniej do wody. Nie ujawniono nawet, jakiego typu torpedę miała transportować rakieta. Jest wysoce prawdopodobne, że była to AT-1, pierwsza tego typu torpeda w ZSRR, przyjęta na uzbrojenie lotnictwa morskiego w 1962 r.
Próby pocisku D-95 kalibru 533 mm prowadzono od lutego 1965 r. do maja 1967 r. - z 21 odpalonych rakiet 13 było kompletnie wyposażonych (poza jądrową częścią bojową, która była testowana oddzielnie). Próby państwowe (17 odpaleń) odbyły się w maju i czerwcu 1968 r. już z użyciem pocisków, oznaczonych 81 R. Rakietotorpeda weszła na uzbrojenie w składzie kompleksu RPK-2 Wjuga decyzją rządu ZSRR nr 617-209 z dnia 4 sierpnia 1969 r. Najpierw otrzymały go trzy okręty proj. 671 (nazwane 671W jak Wjuga), potem siedem proj. 671RT i prawdopodobnie także sześć proj. 670M*. W trakcie eksploatacji liczbę zabezpieczeń, chroniących przed przypadkowym uruchomieniem silnika poza wyrzutnią zwiększono do trzech i zwiększono sprawność systemu kierowania ogniem Ładoga-W.
Pocisk 81R był odpalany ze standardowej wyrzutni torpedowej z głębokości do 50 m w kierunku wykrytego przez sonar okrętu celu. Po raz pierwszy w ZSRR nie zastosowano w nim silnika startowego - pocisk był wyrzucany z wyrzutni ciśnieniem sprężonego powietrza i uruchamiał pod wodą rakietowy silnik marszowy na paliwo stałe. Sterowanie zapewniały, rozkładające się zaraz po opuszczeniu wyrzutni, kratownicowe stery, działające zarówno w wodzie, jak i w powietrzu. Bezwładnościowy układ stabilizacji pocisku powstał w NII-25 pod kierunkiem A. Abramowa. Po wyjściu spod wody pocisk poruszał się po trajektorii balistycznej, w pobliżu celu wchodził do wody, a na zadanej głębokości eksplodowała jądrowa bomba głębinowa o mocy 20 kT. Jej siła rażenia kompensowała niewielką dokładność określenia położenia celu i niemożność korygowania trajektorii pocisku po odpaleniu. Dzięki pokonaniu większości drogi do celu w powietrzu, a więc z dużą prędkością, istniało spore prawdopodobieństwo, że okręt podwodny nieprzyjaciela nie zdoła przez ten czas znacząco oddalić się od miejsca, w którym został namierzony. Dyskusyjne było jedynie, czy ówczesne sonary okrętowe są w stanie wykryć przeciwnika z tak dużej odległości - maksymalny zasięg rakiety wynosił ok. 35 km. Jedna z koncepcji użycia pocisku 81R miała polegać na odpalaniu go przeciw okrętom przeciwnika, które ujawniły się uruchomieniem własnego sonaru aktywnego i rozpoczynały właśnie atak torpedowy.
Prace nad pociskiem 650 mm, nazywanym' Wjuga-65, nie poszły na marne - zdecydowano się bowiem na zamówienie bardziej uniwersalnego kompleksu, przeznaczonego dla wyrzutni tak kalibru 533 mm, jak i 650 mm. Opracowywano go w OKB Nowator Ministerstwa Przemysłu Lotniczego w latach 1969-81 pod kierunkiem L Ljuliewa. Testy prowadzono z pokładu dwóch doświadczalnych okrętów podwodnych proj. 633RW: S-49 i S-128, podobnych konstrukcyjnie do proj. 613RW.
|
83R z przodem
torpedy osłoniętym transportowym kołpakiem ochronnym |
|
Rakietotorpeda
83R |
|
Torpeda
UMGT-1M |
Ich wyrzutnie torpedowe 533 mm były takie same jak na okrętach proj. 671, a 650 mm jak na proj. 671RT - z racji ich dostosowania do odpalania rakietotorped zaczęto wobec nich stosować określenie TPU (roś. torpiedno-puskowaja ustanowka, w wolnym tłumaczeniu „torpedowa wyrzutnia rakiet"). Próby pocisków 533 mm przebiegały szybciej i zostały one wprowadzone do służby liniowej w 1981 r. w składzie kompleksu RPK-6 Wodopad. Sama rakietotorpeda była uniwersalna - mogła przenosić albo samonaprowadzającą się torpedę UMGT-1 (AT-3) kał. 400 mm - była wtedy oznaczona 83R, albo jądrową bombę głębinową - 84R. Torpeda została opracowana w NPO Uran pod kierunkiem W. Lewina służy głównie jako komponent rakietotorped i jest produkowana przez zakłady Gidropribor. Po oddzieleniu od kadłuba pocisku 83R jest ona hamowana przez spadochron, a po zanurzeniu uruchamia się silnik prądu stałego, zasilany z baterii miedziowo-magnezowych, aktywowanych wodą morską. Głowica poszukująca pracuje najpierw w trybie pasywnym, a w przypadku braku kontaktu z celem przechodzi na tryb aktywny; ma zasięg wykrywania 1200 m. Zasięg torpedy wynosi 8 km, maksymalna głębokość zanurzenia - 500 m, a prędkość 41 w. Wraz z pojemnikiem spadochronu ma długość 3845 mm i masę 725 kg. Część bojowa zawiera 100 kg materiału wybuchowego i może być zdetonowana przez akustyczny zapalnik zbliżeniowy lub zapalnik kontaktowy. Na temat jądrowej bomby głębinowej, przenoszonej jako część bojowa rakietotorpedy 84R wiadomo, że ma moc -10-20 kT, zawiera 3,2 kg plutonu zamkniętego w kuli berylowej i została opracowana w instytucie Arzamas-16. W porównaniu z Wjugą pocisk 83R Wodopada jest o prawie dwa metry dłuższy i o 650 kg cięższy, mimo zastosowania jako materiału konstrukcyjnego wysokowytrzymałego stopu aluminium. Jego zasięg wzrósł nieznacznie, co było spowodowane sporymi gabarytami i masą przenoszonej torpedy: przy odpalaniu z głębokości 50 m (maksymalnej dla 81 R) wynosi on-od 5 do 50 km, gdy głębokość odpalenia wynosi 150 m maksymalny zasięg spada do 35 km. Istotnie skrócono procedurę przedstartową, która trwa tylko 10 sęk. Niepotwierdzone informacje na temat rakietotorpedy 84R mówią o długości mniejszej o 270 mm, masie mniejszej o 400 kg i zasięgu dochodzącym do 100 km.
W 1984 r. na uzbrojenie przyjęto kompleks RPK-7 Wietier z pociskami kalibru 650 mm oznaczonymi 86R i 88R, o długości ponad 11 m i zasięgu 75 km, przenoszącymi takie same części bojowe jak 83R oraz 84R. Wyrzutnie 650 mm posiada niewiele typów okrętów podwodnych, z których w kompleks RPK-7 uzbrojono jednostki wielozadaniowe proj. 971 (14 okrętów) i 945 (2) oraz uderzeniowe proj. 949/949A (13). Spośród uzbrojonych w wyrzutnie 533 mm kompleks RPK-6 otrzymały jednostki wielozadaniowe proj. 671RTM/RTMK (26 okrętów), proj. 685 (1), proj. 945 (2), proj. 945A (2), proj. 971 (14); okręty uderzeniowe proj. 949/949A (13) oraz nosiciele strategicznych rakiet balistycznych proj. 941 (6 okrętów).
Wodopad i Wietier stały się istotnym elementem ofensywnych możliwości współczesnych rosyjskich okrętów podwodnych. Nieco nieoczekiwanie zdecydowano o zastosowaniu 83R także z pokładów okrętów nawodnych. W latach 80. było już bowiem oczywiste, że duże i wymagające specjalizowanych wyrzutni pociski 85RU kompleksu URK-5 Rastrub-B (próby w latach 1978-83, przyjęcie na uzbrojenie w 1984 r.) nie mają przyszłości, choć możliwość radio-komendowego korygowania trajektorii ich lotu w fazie atmosferycznej była bardzo atrakcyjna. Prace nad rakietotorpedami nowego pokolenia zlecone innej firmie (Moskowskij InstitutTiepłotiechniki?), przebiegały w ślimaczym tempie i zastosowanie Wodopada stało się koniecznością. Opracowano dla niego system kierowania ogniem i kompleks rozmieszczono na trzech krążownikach atomowych proj. 1144.2 oraz na dużym okręcie ZOP proj. 11551 Admirał Czabanienko (SKO Łachnal) i na fregacie proj. 11540 Nieustraszimyj (SKO Onega) jako główne - poza śmigłowcami - uzbrojenie POP. Rakietotorpedy otrzymały oznaczenia 83RN (wersja przenosząca torpedę) oraz 84RN (z atomową bg). Aby przyspieszyć prace nad wersją nawodną postanowiono zastosować oryginalną procedurę startową. Otóż pocisk jest wyrzucany z typowej wyrzutni torpedowej jak zwykła torpeda, zanurza się w wodzie, pod jej powierzchnią uruchamia silnik startowy, wychodzi spod wody prawie pionowo i kieruje się w stronę punktu zrzutu torpedy. Dzięki temu nie były potrzebne zmiany w konstrukcji pocisku, choć czas, po jakim osiągnął by cel bez wstępnego zrzutu do wody, byłby nieco krótszy. Z tych samych wyrzutni można też odpalać klasyczne torpedy.
Co ciekawe, niezależnie od postępującej w latach 80. „głasnosti" i rozluźnienia rygorów tajności na początku lat 90., rakietotorpedy nie były prawie nigdy prezentowane publicznie (poza pokazami we Władywostoku w 1991 r. i w Archangielsku w 2001 r.) i w literaturze spotyka się ich pojedyncze fotografie (tylko 83R, zdjęcia 81R do dziś nie opublikowano!). Bardzo niewiele wiadomo także o następnych konstrukcjach Nowatora o podobnym przeznaczeniu. Pojawiają się pojedyncze informacje o pociskach, oznaczonych 84RM i 89R, oraz o zastosowaniu w nich bardziej efektywnych rakietotorped APR-3M o mniejszych rozmiarach i masie, ale o większym zasięgu wykrywania celów (2 km) i prędkości do 60 w., osiąganej dzięki zastosowaniu pędnika turbinowego. Więcej wiadomo jednak dopiero o rakietotorpedach, przeznaczonych na eksport, oznaczonych 91 R.
|
Rakietotorpeda
dla okrętów podwodnych 91RE1 kompleksu Kłab
91RE1
od tyłu – dobrze widoczne rozkładane stery o dużej powierzchni. |
|
Rakietotorpeda
APR-3 której odmiana miała być transportowana przez pociski 91R |
|
Odpalenie
rakietotorpedy 83RN z dozorowca proj. 11540 Nieustraszimyj |
Opracowywano je od końca lat 80., jeszcze jako pociski dla marynarki radzieckiej, która jednak po rozpadzie ZSRR nie była w stanie finansować prac, co zmusiło firmę do walki o zgodę na ich eksport (stąd E - eks-portnyj stosowane we wszystkich oznaczeniach nowych pocisków). Jej wynikiem było ujawnienie pocisku 91RE1 w 1992 r., zapewne jeszcze przed zakończeniem programu prób. Pocisk był w zasadzie znacząco udoskonalonym 83R, bez zmian pozostał np. potężny silnik startowy wraz z obudową i sterami. W porównaniu z 83R istotną różnicą było umieszczenie torpedy w aerodynamicznej osłonie, dzięki czemu pocisk może osiągać większą prędkość w locie atmosferycznym i zasięg. Początkowo pocisk reklamowano jako uniwersalny, czyli przeznaczony dla okrętów podwodnych i nawodnych. Nieco później ujawniono informację o specjalnej rakietotorpedzie dla okrętów nawodnych 91RE2. Jest ona tak odmienna od 91RE1, że użycie dla obu pocisków wspólnego oznaczenia jest raczej bezzasadne. Wspólna jest tylko konstrukcja przedniej części kadłuba, mieszczącej torpedę. Wersja RE2 ma cztery płytowe stery aerodynamiczne w tylnej części drugiego stopnia i cylindryczny silnik startowy z czterema sterami o konstrukcji kratownicowej, ale znacznie mniejszej powierzchni, niż stery pocisku 91 REI. Pocisk dla okrętów nawodnych był najwyraźniej opracowywany później niż dla podwodnych i początkowo miał także oryginalny silnik startowy z klasycznymi, płytowymi stabilizatorami, hamulce aerodynamiczne za sterami II stopnia itd. Dopiero wersja ostateczna 91RTE2, ujawniona w 2001 r., okazała się bardziej podobna w detalach do innych okrętowych rakiet Nowatora nowej generacji.
W związku z eksportowym charakterem pocisków 91RE podano dość szczegółowe informacje o ich działaniu. Pociski wersji REI mogą być odpalane przez okręty podwodne, dysponujące standardowymi wyrzutniami torpedowymi, zaopatrzonymi w złącza transmisji danych. Wymagana jest także modernizacja okrętowego systemu kierowania ogniem. Pocisk może być odpalany z głębokości od 20 do 150 m i osiąga zasięg od 5 do 50 km. Silnik rakietowy napędza pocisk pod wodą, stabilizacja przestrzenna odbywa się wtedy z wykorzystaniem niewielkich sterów na kadłubie. Po wyjściu z wody rozkładają się kratownicowe stery w tylnej części silnika (takie same, jak stosowane w pociskach 81R i 83R, a także wielu rosyjskich rakietach balistycznych i powietrze-powietrze). Zasięg regulują rozkładane hamulce aerodynamiczne, które także ułatwiają oddzielenie torpedy od kadłuba pocisku. Do niedawna Nowator podawał, że 91R przenosi opracowaną przez firmę Region lotniczą rakietotorpedę APR-3ME kał. 350 mm, która może razić cele na głębokości do 800 m, ma zasięg poszukiwania układu samonaprowadzania 2 km i przenosi część bojową o masie 76 kg. Najnowsze materiały mówią o torpedzie MPT-1 DMĘ kał. 324 mm przenoszącej nieco mniejszą część bojową (60 kg), a poza tym podobną pod względem osiągów do APR-3. Została ona opracowana przez Gidropribor z Petersburga i stanowiła część składową miny głębinowej PMK-2. Istotne różnice dotyczą rozmiarów-obu broni - APR-3ME ma długość 3200 mm i waży 450 kg, MPT-1 UME - odpowiednio 3000 mm i 300 kg. Najwyraźniej z tego powodu zmieniły się i gabaryty i masa całego pocisku.
Pocisk w wersji „nawodnej" ma być odpalany z pionowej
lub nachylonej wyrzutni pokładowej i jest o ponad metr krótszy od swego
„podwodnego" odpowiednika. Także „gabarytowo-masowe" informacje o
wersji 91RE2 świadczą o mniejszym zaawansowaniu programu (początkowa wersja, z
większą rakietotorpedą APR-3 była krótsza od wersji z torpedą mniejszą, miała
taką samą masę, a jej deklarowane osiągi były identyczne, jak wersji „docelowej"
- co świadczy o bardzo optymistycznym charakterze podawanych początkowo
danych). Po starcie oddziela się silnik startowy wraz ze sterami
aerodynamicznymi, a sterowanie odbywa się z użyciem czterech płytowych
powierzchni aerodynamicznych. Torpeda oddziela się od pocisku jeszcze nad
powierzchnią wody i opada na spadochronie hamującym. Drugi stopień pocisku ma
stosunkowo niewielką długość i masę, co może sugerować powstanie w przyszłości
wariantu wydłużonego o znacznie większym zasięgu (o ile pojawią się okrętowe
źródła informacji o podwodnym nieprzyjacielu odległym np. o 100 km). Wiadomo,
że procedura przedstartowa pocisku zajmuje 10 s., a na jeden cel można
skierować nawet cztery rakietotorpedy.
Pociski manewrujące
W skład oferowanego na eksport kompleksu uzbrojenia wchodzą nie tylko rakietotorpedy, ale żeby właściwie naświetlić historię ich powstania, warto cofnąć się do początku artykułu, w którym zasygnalizowałem wątek związany z opracowaniem radzieckiego odpowiednika amerykańskich Tomahawków.
Szczegółowe informacje na jego temat są nadzwyczaj skąpe, wiadomo o nim znacznie mniej, niż o innych radzieckich i rosyjskich nosicielach broni jądrowej. Nie ma jego zdjęć, ani oficjalnych rysunków, a jedyne wiarygodne dane pochodzą z załączników do amerykańsko-radzieckich traktatów rozbrojeniowych. Rozpoczynając nad nim prace w grudniu 1976 r. Nowator skorzystał niewątpliwie z doświadczeń, zebranych podczas prac nad rakietotprpedami 81R i 83R. Wiele wskazuje na to, że zastosowano silnik startowy taki sam, bądź podobny do użytego w 83R, podczas gdy sam pocisk bardzo przypomina konstrukcję amerykańską. Zaopatrzono go w rozkładane, prostokątne skrzydła o rozpiętości 3,3 (inne źródła mówią o 3,1 m) i cztery składane stery w tylnej części. Napęd stanowi dwuprzepływowy turbinowy silnik typu TRDD-50 opracowany w omskiej fabryce im. Baranowa pod kierunkiem O. Faworskiego. Inaczej niż w przypadku lotniczego Ch-55 znajduje się on jednak w kadłubie pocisku, a nie jest z niego wysuwany, co wymagało zaprojektowania i przetestowania wlotu powietrza o nowej geometrii. Przyjmuje się za pewnik, że naprowadzanie pocisku odbywa się z wykorzystaniem układu precyzyjnej nawigacji bezwładnościowej, opracowanego w NIIP pod kierunkiem A.S. Abramowa, połączonego z aparaturą, porównującą rzeźbę terenu z „elektroniczną mapą", wprowadzoną do pamięci pocisku przed startem (odpowiednik amerykańskiego TERCOMa). Nie jest jednak wykluczone, że przynajmniej w pierwszym okresie służby stosowano jedynie precyzyjne programowanie toru lotu, wspomagając być może nawigację bezwładnościową układem nawigacji stellarnej (choć dla nisko lecącego pocisku wydaje się to problematyczne). Dla opracowania komputerowych map stworzono specjalny ośrodek marynarki wojennej, zaopatrzony w kompleks aparatury, opracowany przez ten sam zespół z NIIP. Zajmuje się on nie tylko mapami cyfrowymi, ale i programowaniem tras dolotu do celu, które są wprowadzane do okrętowych kompleksów przygotowania .przedstartowego pocisków (także dzieło zespołu Abramowa). Od początku przewidziano, że będzie on przenosił głowicę jądrową, najprawdopodobniej 100-kT. Miniaturyzacja ładunków jądrowych spowodowała, że taki ładunek waży ok. 130 kg i ma tak niewielkie wymiary, że w kadłubie jest otoczony przez toroidalny zbiornik paliwa.
Pocisk, oznaczony 3M10 Granat, odpalano ze stanowiska naziemnego (proj. 03010), opracowanego przez„okrętowe" biuro konstrukcyjne Malachit, potem z przebudowanego okrętu podwodnego S-128 proj. 633KS (pierwsze odpalenie 21 września 1979 r.). Pierwszym okrętem podwodnym, który otrzymał aparaturę kierowania ogniem Akacja stał się atomowy okręt wielozadaniowy K-254 proj. 671RTM (na czas strzelań Akacja była sprzęgana z kompleksem nawigacyjnym Miedwiedica-KfM i systemem kierowania strzelaniem torpedowym £arfoga-1W-671RT oraz kontroli wyrzutni Kalmar, a nie z systemem dowodzenia i kierowania ogniem Omnibus). Pierwsze odpalenie pocisku 3M10-W5 z tego okrętu miało miejsce 30 listopada 1981 r. Kompleks 3K10 został przyjęty na uzbrojenie w kwietniu 1984 r. Otrzymały go okręty podwodne proj. 671RTMK (9 okrętów, w tym 5 budowanych z nim od podstaw), proj. 945A (2) i proj. 971 (14). Te ostatnie mogą przenosić nawet do 28 Granatów, z tego 6 w specjalnych wyrzutniach rozlokowanych pomiędzy kadłubem sztywnym i lekkim. Planowano przystosowanie do ich przenoszenia także starszych okrętów proj. 671 i 670. Bodaj najciekawszymi nosicielami Granatów były 3 okręty projektu 667AT Grusza. Pierwotnie były to okręty-nosiciele rakiet balistycznych, ale w wyniku podpisanych umów międzynarodowych pozbawiono je głównego uzbrojenia - kompleksu D-5, a w latach 1982-91 przebudowano instalując na śródokręciu 8 dodatkowych wyrzutni torpedowych (ustawionych ukośnie względem osi okrętu) z łącznym zapasem 32 pocisków 3M10. Nie jest to wiele w porównaniu z przebudowywanymi obecnie w podobny sposób czterema okrętami typu Los Angeles, z których każdy ma posiadać na pokładzie zapas aż 145 Tomahawków] Na początku lat 90. pojawiła się udoskonalona wersja kompleksu, oznaczona 3K1 OM (przyjęta do uzbrojenia w 1991 r.?).
Nowator opracował także lądową wersję pocisku 3M10, tworzącą wraz z sześcioprowadnicową wyrzutnią rurową na podwoziu MAZ-543 kompleks RK-55 Relief (oznaczenie, stosowane najwyraźniej tylko dla potrzeb traktatu INF, miało celowo kojarzyć się z oznaczeniem lotniczego pocisku Ch-55). W 1987 r., w chwili wejścia w życie traktatu, który nakazywał m.in. zniszczenie
RK-55, trwały jeszcze próby poligonowe, a jedyna jednostka liniowa w nadbałtyckiej Jelgawie dysponowała tylko sześcioma wyrzutniami i 84 rakietami. Nie wiadomo, jak daleko była posunięta unifikacja okrętowego pocisku 3M10 i lądowego RK-55 - inny był z pewnością silnik startowy. Sam pocisk miałby jednak być również zmieniony-jego długość wynosić miała ok. 6,3 m - o około metr mniej niż wersji morskiej.
|
Pocisk
91RTE2 odpalany z okrętów nawodnych |
|
Pocisk
przeciwokrętowy 3M-54E1 |
|
Pierwsza prezentacja
pocisku 3M-54 – w porównaniu z pociskami seryjnymi ma inną konstrukcję
statecznikó (najprawdopodobniej taką samą jak 3M10), mniejszą i szczeliny w
kadłubie dla składania skrzydeł pozbawionej sprężynowych przesłon. |
|
Seryjny
pocisk 3M-54 – silnik startowy nie ma nakładki ze sterami kratownicowymi. |
W 1999 r. ujawniono pocisk, oznaczony 3M-54E1, zewnętrznie podobny do Granata, tyle, że o innym przeznaczeniu i zasięgu. Jest to pocisk przeciwokrętowy, który można odpalać z okrętów podwodnych i nawodnych. Jego silnik startowy jest podobny, a konstrukcja tylnej części kadłuba ze statecznikami taka sama jak pocisku 91RTE2. Do celu leci z prędkością poddźwiękową (ok. 850 km/h) na odległość do 300 km, na wysokości ok. 20 m nad wodą. Są to więc osiągi (poza wyraźnie większym zasięgiem) zbliżone do zachodnich pocisków poprzedniej generacji: Harpoon i Exocet. Szokująca jest natomiast różnica w rozmiarach części bojowej - w pociskach zachodnich ma ona masę do 220 kg, a w rosyjskim aż 450 kg! Pocisk jest zaopatrzony w rozkładane skrzydła o mniejszej rozpiętości niż 3M10 i radiolokator ARGS-54-1. Jest to najprawdopodobniej odmiana głowicy ARGS-54, o której niżej. Pocisk może w czasie lotu wykonywać zaprogramowane manewry przeciwrakietowe, utrudniające jego śledzenie, nie ma jednak informacji o ich interaktywnym charakterze (np. po zarejestrowaniu przez detektory pocisku opromieniowania go przez wiązkę radiolokatora). Wiele wskazuje na to, że 3M-54E1 wywodzi się z tajemniczego 3M14, który najprawdopodobniej był opracowywany jeszcze w latach 80. jako „taktyczna" odmiana 3M10, nie podlegająca ograniczeniom traktatowym. Jej zasięg byłby jednak znacznie większy niż 300 km, która to wielkość jest narzucona przez międzynarodowe uzgodnienia, dotyczące nieproliferacji technologii rakietowych (a więc dotyczy uzbrojenia, przeznaczonego na eksport). Można przypuszczać, że projektowany dla marynarki radzieckiej pocisk był po prostu dłuższy, dzięki czemu zabierał więcej paliwa. W 2000 r. podano informację, że 3M-14E różni się od 3M-54E1 jedynie typem i możliwościami głowicy poszukującej i ma część bojową innej konstrukcji, w późniejszych latach tych informacji jednak nie powtarzano. W 2003 r. ujawniono aktywną, radiolokacyjną głowicę, opracowaną przez firmę Radar MMS dla odpalanego z morza skrzydlatego pocisku zwalczającego cele naziemne. Jej masa nie przekracza 40 kg, długość wynosi 660 mm, maksymalna średnica 514 mm - parametry pasujące idealnie do pocisku 3M-54E1. Zasięg wykrywania celów w warunkach przeciwdziałania elektronicznego dochodzi do 20 km. Najistotniejsze jest wszakże oznaczenie głowicy - ARGS-14E!
Niewątpliwie najbardziej oryginalnym konstrukcyjnie okrętowym pociskiem Nowatora jest rakieta znana jako 3M-54E (TE). Wymagania dotyczące jej osiągów były bardzo wysokie, choćby dlatego, że WMF dysponował już naddźwiękowymi pociskami 3M80, a prace nad rakietą 3M55 Oniks były poważnie zaawansowane. Pierwszy z tych pocisków nie nadawał się wprawdzie do odpalania spod wody, a kaliber drugiego wykluczał użycie jako jego wyrzutni. aparatów torpedowych, ale były to pociski znacznie lepsze od jakichkolwiek zagranicznych odpowiedników. Aby im dorównać konstruktorzy Nowatora zdecydowali się na stworzenie niespotykanej konstrukcji, łączącej elementy pocisku 3M10 i 83R. Podobnie jak rakietotorpeda, był to pocisk trzystopniowy, złożony ze zunifikowanego silnika startowego (to on posłużył później pociskom 3M-54E1 i, w wersji wydłużonej, 91RTE2), kadłuba z silnikiem marszowym i oddzielanej części bojowej. Od Granata zapożyczono turbinowy silnik marszowy, konstrukcję wlotu powietrza i rozkładane skrzydła. Sensacja polegała na konstrukcji trzeciego stopnia (czyli odpowiednika torpedy w 83R) - była nim naddźwiękowa rakieta z własną radiolokacyjną głowicą samonaprowadzającą i 200 kg częścią bojową, napędzaną silnikiem na paliwo stałe. W ten sposób powstał nietypowy układ: pierwszy stopień z silnikiem na paliwo stałe, drugi - na ciekłe i trzeci - na stałe. Jeśli dodać do tego, że silnik pierwszego stopnia przystosowano do pracy pod wodą, mamy obraz zupełnie unikatowej konfiguracji pocisku.
Dzięki takiemu rozwiązaniu przebieg lotu pocisku jest wyjątkowy. Po odpaleniu spod wody lub z okrętu nawodnego oddziela się silnik startowy, rozkładają skrzydła i uruchamia silnik marszowy. Po pokonaniu odległości do 200 km na wysokości ok. 20 m z prędkością ok. 800 km/h, pocisk wykonuje „górkę", jego radiolokator uaktywnia się, wykrywa cel (ew. dokonuje selekcji celów, eliminując cele pozorne i wybierając spośród ech okrętów przeciwnika to, które najlepiej odpowiada danym, zapisanym w pamięci pocisku przed odpaleniem) i zrzuca pocisk naddźwiękowy, który pokonuje ostatnie 20 km trasy z prędkością ponad 2500 km/h na wysokości mniejszej niż 15 m. Pocisk może wykonać podczas lotu do 10 manewrów w płaszczyźnie poziomej, służących nie tylko do zmylenia obrony przeciwlotniczej, ale i do zmiany kierunku, z jakiego zaatakuje cel. Kolejnym utrudnieniem dla OPL jest fakt, że po zrzuceniu stopnia trzeciego, stopień drugi kontynuuje lot w kierunku celu, jakby sam był pociskiem bojowym. Wcześniej mogą być wyrzucane z pocisku cele pozorne, przez co moment zrzucenia prawdziwej rakiety może zostać przeoczony przez obronę, a co najmniej jednoznaczne zidentyfikowanie realnego niebezpieczeństwa może zająć sporo czasu. Radiolokator pocisku, to ARGS-54 opracowany przez Radar MMS, dawniej wydział Leninca. Głowica ma masę 40 kg, średnicę 420 mm i długość 700 mm. Maksymalny zasięg wykrywania celów morskich wynosi 65 km, nawet przy stanie morza 6. Zakres przeszukiwania w pionie wynosi 30°, a w poziomie 90°. Część bojowa ma konstrukcję penetrująco-burzącą, dzięki czemu, mimo niewielkiej masy, wykazała nadzwyczaj wysoką skuteczność. Rozmiary i masa części bojowej umożliwiają zastąpienie jej ładunkiem jądrowym małej mocy, choć nigdy tego oficjalnie nie sugerowano.
Taka ilość unikatowych rozwiązań mogła okazać się niepokonaną barierą dla konstruktorów, ale firma Nowator dysponowała odpowiednimi doświadczeniami i prace konstrukcyjne oraz testy przebiegały bez problemów. Gdy np. okazało się, że w nadzwyczaj smukłej części kadłuba trudno umieścić mechanizm rozkładania skrzydeł-przebudowano go radykalnie. Zastosowano mianowicie skrzydło jednoczęściowe, obracające się wokół pionowej osi o 90° (w położeniu złożonym jest ono ułożone wzdłuż kadłuba). Gdyby nie rozpad ZSRR, to WMF otrzymałby na początku lat 90. kompleks Biriuza - broń, jaką nie dysponował żaden potencjalny przeciwnik. Losy rakiety mogły być tymczasem zupełnie smutne, gdyby nie jej krótka prezentacja podczas salonu MAKS w Moskwie w 1993 r., podobno dla delegacji chińskiej. Pocisk 3M-54E zaprezentowano bez silnika startowego, choć z pierścieniem do jego mocowania, sugerując, że jest on przeznaczony dla samolotów. Ale ważniejsze było co innego - uważni analitycy natychmiast zorientowali się, że nie jest to makieta, ale dojrzała konstrukcja, choć wyróżniająca się detalami, wskazującymi na ciągle doświadczalny charakter pocisku. Co ciekawe, przez kilka lat nikt nie zauważył, że jest to pocisk trzystopniowy! Wyraźnie myśl o oddzielaniu się przed celem naddźwiękowej rakiety była zbyt egzotyczna dla analityków, kierujących się zwykle prawem analogii. Zainteresowała się nim w pierwszej kolejności marynarka indyjska i z czasem zamówiła jako uzbrojenie modernizowanych w Rosji okrętów podwodnych proj. 877 i budowanych w Petersburgu fregat projektu 11356. Decyzja była interesująca o tyle, że równocześnie Indie zaangażowały się we wspólne z Rosją sfinalizowanie prac nad podobnym pod względem osiągów, choć zupełnie różnym konstrukcyjnie, pociskiem 3M55. Pierwszy potencjalny klient także nie zawiódł, choć wyraźnie nie docenił początkowo wartości bojowej nowego pocisku - pierwszy kontrakt z Chinami podpisano podobno dopiero w 2002 r.
Pocisk 3M-54E może być odpalany ze zmodernizowanych wyrzutni torpedowych okrętów podwodnych (TPU) oraz specjalnych wyrzutni, instalowanych na okrętach nawodnych. W pierwszym przypadku modernizacje dotyczą m.in. podłączenia styków do transmisji danych i kontroli stanu pocisków. Nie jest jasne, czy są to rozwiązania takie same, jak stosowane w przypadku rakietotorped 83R i rakiet 3M10. W przypadku okrętów nawodnych możliwe są dwa rozwiązania: instalacja pionowych modułów wyrzutni 3S14N (NE), z których każdy mieści osiem pocisków (dla okrętów o większej wyporności - fregat i niszczycieli) lub nachylonych wyrzutni rurowych 3S14P (PE) - dla mniejszych okrętów. Te ostatnie mogą być dostarczone w kilku kompletacjach - jeden moduł to cylinder mieszczący 4 pociski. Wyrzutnie obu typów są uniwersalne - można z nich odpalać zarówno pociski 3M-54E, jak 3M-54E1 (w odmianach „T" co oznacza przystosowanie do odpalania znad wody) oraz 91RTE2. Nazwa wyrzutni wskazuje jednoznacznie, że nadają się także dla skrzydlatych pocisków do zwalczania celów lądowych typu 3M-14E. Pociski odmiany „T" są umieszczane w wyrzutniach w pojemnikach transportowo-startowych o średnicy 645 mm, nazywanych „stakanami". Pojemnik z pociskiem 3M-54E waży 3655 kg. Wyrzutnie są dziełem zespołu W. Potapowa z KBSM (Biuro Konstrukcyjne Maszyn Specjalnych) z Petersburga. Do kierowania ogniem pocisków 3M-54E jest przeznaczony okrętowy kompleks 3R-14PE Akacja-'! (nazwa wskazuje na bliskie pokrewieństwo z urządzeniami opracowanymi dla 3M10), opracowany przez zespół J. Nowikowa i produkowany przez firmę Agat. We współpracy z pokładowymi komputerami rakiet i ich układem nawigacyjnym AB-40E, opracowanym w NIP pod kierunkiem B. Gawrylina, umożliwia on programowanie trasy lotu, a w przypadku odpalania salwy co najmniej 4 pocisków przeciw jednemu celowi także automatyczne programowanie ataku z różnych kierunków. Interwał między odpaleniami kolejnych pocisków wynosi od 4 do 10 s.
Jak dotąd w kompleks Kłąb, czyli po angielsku Club, w skład którego wchodzą rakiety 3M-54E, 3M-54E1, 91RE1, 91RE2 i prawdopodobnie 3M-14 uzbrajane są indyjskie okręty podwodne proj. 877, pierwszym był INS Sindhuvir, zwrócony marynarce indyjskiej po dwuletnim remoncie w kwietniu 1999 r., pierwszym nowym okrętem indyjskim, który już w trakcie budowy został przystosowany do użycia Kłaba jest INS Sindhushasta. Pociski kompleksu mogą być odpalane z dwóch górnych wyrzutni torpedowych okrętu, który w sumie może przenosić pięć pocisków kompleksu. Drugi typ okrętów indyjskich, uzbrojonych w Kłaby, to fregaty proj. 11356 (patrz NTW 9/03), z których każda ma jeden moduł 3514NE, mieszczący osiem pocisków. Nie ujawniono, jakie typy i ile rakiet zakupili Hindusi. Wiadomo, że z pokładów okrętów podwodnych odpalano pociski 3M-54E, oczywiste wydaje się, że dysponują one także rakietotorpedami 91RE1. Okręty nawodne są podobno uzbrojone tylko w pociski przeciwokrętowe 3M-54E. Nie wiadomo także dokładnie, które z pocisków i dla jakich okrętów zamówili Chińczycy. Zainteresowanie rakietotorpedami 91RE1 wykazali Grecy, którzy chcieliby uzbroić w nie swoje najnowsze okręty podwodne Typu 214. Dowództwo WMF Rosji w 2001 r. ujawniło informację, że na własne potrzeby opracowywany jest kompleks Kalibr, podobny pod względem zestawu rakiet do Kłaba. Prawdopodobnie jako pierwsze zostałyby w niego uzbrojone, znajdujące się obecnie w budowie, dozorowce proj. 20382, choć pisze się i o uzbrojeniu ich w pociski 3M55. Razem z kompleksem opracowano system obsługi naziemnej jego komponentów 3F-04 (nieco inny dla pocisków rodziny 91R i 3M54) oraz zestaw trenażerów 3U54P/N.
MKB Nowator już kilkakrotnie sugerowało, że jej najnowsze
pociski okrętowe mogą być także łatwo przystosowane do odpalania z samolotów.
Od kilku lat na reklamach samolotów Su-30, produkowanych w zakładach w
Komsomolsku na Amurie znajdują się rysunki sekwencji odpalenia 3M-54 spod
skrzydła samolotu tej rodziny. Przedstawiciele Nowatora twierdzą jednak, że
zainteresowanie AWPK Suchoja integracją pocisku z samolotem jest znikome, a
finansowanie - żadne. Z drugiej strony, już w 2001 r. Nowator wystąpił na salonie
lotniczym w Moskwie „pod flagą" firmy Suchoj! Równie interesująca jest
sugestia, jakoby pocisk powietrze-powietrze dalekiego zasięgu KS-172,
ujawniony przez Nowatora wraz z 3M-54 w 1992 r. był od początku rozpatrywany
jako element rakietowego kompleksu okrętowego i miał być odpalany z pionowych
wyrzutni! Opracowanie kompleksu przeciwlotniczego nowej generacji, a
dokładniej rakiety dla niego, nie byłoby niczym nowym dla Nowatora, a pocisk z
aktywną głowicą poszukującą nie wymagałby odrębnego radiolokatora śledzenia i
naprowadzania i firma nie musiałaby być pod tym względem uzależniona od któregoś
z przeciwlotniczych potentatów, np. Altaira lub Anteja. Sprawą otwartą pozostaje
wyjaśnienie losów następcy Granata - był on podobno testowany jeszcze
przed-rozpadem ZSRR, ale czy była to konstrukcja NOwatora, do dziś nie wiadomo.
